Wszyscy jesteśmy
mijającym czasem
Szukając pędu, który sprawia, że czujemy się żywi.
Ciągle żyję w biegu.
Pół dnia spędzam w szkole, a drugie pół na praktykach w
komisariacie.
Chociaż nie narzekam. Nie mam na co.
Logana poznałam pod koniec podstawówki. Był nowy, a ja
potrzebowałam kogoś, z kim mogłam spędzić trochę czasu po szkole i odkrywać
nowe rzeczy.
Jego nieśmiałość i skrytość mnie zaintrygowała. Siedząc w
ciągłym zgiełku i hałasie chwila ciszy i tajemnicy była bardzo interesująca.
Od tamtej pory zostaliśmy nierozłączni. On bywa dla mnie
chwilą ukojenia, a ja dbam o to, by od czasu do czasu przeżył coś, o czym
będzie mógł opowiedzieć wnukom.
Tym razem Logan zadbał o to sam.
Podchodziliśmy pod salę do angielskiego, gdy dwójka ułomnych
chłopaków zaczynała szarpaninę. Wysokiego bruneta z tatuażami w każdym
widocznym miejscu wszyscy w szkole kojarzyli. Ten drugi się nie wyróżniał -
prawie tego samego wzrostu, blondyn z tatuażem na ramieniu, kolejny chłopak,
który mu podpadł.
Nie trzeba było czekać długo na pierwszego sierpowego.
Ludzie z korytarza odsunęli się w mgnieniu oka. Zanim zdążyliśmy odejść brunet
tak uderzył blondyna, że ten wpadł na mnie i oboje zatrzymaliśmy się na rogu
ściany. Z moim szczęściem uderzyłam głową o kant wystarczająco mocno, by
powstała mała rana. Blondyn odskoczył ode mnie i rzucił się z pięścią na jego
przeciwnika. W tej samej sekundzie poczułam dotyk Logana na mojej głowie. Gdy
spojrzałam na jego twarz miał zaciśnięte usta i skupiony wzrok. Musiał być
bardzo zdenerwowany. Nagle, w chwili, w której winowajca mojej zranionej głowy
odwrócił się twarzą do nas Logan natychmiast pomógł mu wrócić na ścianę obok.
On i jego sierpowy. Tak bardzo do siebie nie pasują, ale
jednocześnie byłoby nudno, gdyby Logan czasem nie wybuchał. I nie popisywał się
siłą.
Raz w tygodniu chodzi na siłownię w tajemnicy przede mną, bo
wie, że uważam to za śmieszne. I chyba wciąż sądzi, że o niczym nie wiem, mimo
że efekty widać gołym okiem.
Szkolny "łobuz" spojrzał tylko z wielkim
zaskoczeniem na Logana. Dopiero po chwili okazało się, że to nie był dobry
pomysł, by mój przyjaciel uległ emocjom. Blondyn się dosłownie wkurwił z powodu
tego ataku na niego, więc się mu odwdzięczył. Chłopak z tatuażami, próbował go
odciągnąć od Logana, ale tylko pogorszył sprawę. Wciągnęli go w tę bójkę. A ja
przecież nie mogłam go tam tak zostawić, więc weszłam między nich i z całych
sił starałam się ich rozdzielić.
Nie musieliśmy czekać długo na nauczycieli, którzy przyszli
opanować sytuację. Od razu wylądowaliśmy u dyrektora.
- Jestem bardzo wami rozczarowany - powiedział na wstępie
Pan Abandon. - Zwracam się oczywiście do Ciebie Jennifer i do Ciebie Loganie.
James jak zwykle dbasz o to, abym o Tobie nie zapomniał, - brunet się
uśmiechnął, ale w jego wzroku można było dostrzec pogardę - a ty Kendall, co ty
tu robisz? -Blondyn, do którego mówił dyrektor odwrócił twarz i zastąpił
spojrzenie w widoku za oknem. - Znowu? Czy poprzednio się na nic nie
umawialiśmy, że to koniec znajomości z Jamesem?
- Panie dyrektorze, ja chciałam - próbowałam przeprosić, ale
dyrek mi przerwał.
- Spokojnie panno Snag, ty i twój kolega Henderson
zostaniecie jeszcze chwilę dłużej. - Ja i Logan wysłaliśmy sobie spojrzenia
pełne niepewności i strachu. - Tak więc dziękuję już panom Maslow i Schmidt.
Dla panów skończy się ta sprawa jak zwykle, tydzień w zawieszeniu. Teraz
porozmawiam z wami.
Dwójka winowajców wyszła z pomieszczenia, a my zostaliśmy
sami. Atmosfera była strasznie przytłaczająca.
- Dlaczego. Powiedzcie mi chociaż dlaczego. Z wami nigdy nie
było problemów! Tym bardziej nie w połączeniu z takim towarzystwem.
- To moja wina, - odezwał się Logan - to ja się wtrąciłem w
ich sprzeczkę.
- Ale czemu?
- Bo ja przez moją nieuwagę oberwałam w głowę, a Logan
chciał im oddać. - Mówiłam ze spuszczoną głową.
- Ale ty też potem brałaś w tym udział, jak do tego doszło?
- Nie mogłam go z nimi zostawić samego przecież, w końcu to
przeze mnie się w to wmieszał.
- Mam nadzieję, że wiecie, że mimo wszystko musicie ponieść
konsekwencje?
Przytaknęliśmy.
- Obawiam się, że możecie stracić praktyki u policji.
- Co?! - Ten okrzyk przerażenia łamanego na niedowierzanie
wydobył się z nas jednocześnie.
- Muszę to, do nich zgłosić. Spójrzcie na siebie! Zaraz będę
musiał was wysłać do pielęgniarek, o ile nie do szpitala. Nie boli was coś
szczególnie - zapytał, choć nie dał nam szansy odpowiedzieć - w każdym razie,
wyglądacie i wy i oni na poważnie rannych. Muszę to zgłosić na policję, nawet
nie ze względu na was, co ze względu na Jamesa Maslowa. Mieli się nim zająć
dużo czasu wcześniej, ale "cały czas są bardzo zajęci ważniejszymi
sprawami niż szkolny chuligan".
Spojrzeliśmy na siebie, dobrze wiedzieliśmy o jaką sprawę
chodzi. Każdy na komisariacie o niej gadał. Chcieliśmy im pomóc w śledztwie,
ale nam nie pozwolono i mało tego, wycofano nas z jakichkolwiek dochodzeń. Na
nowo przynosiliśmy kawę i szkoliliśmy się z młodymi policjantami na strzelnicy.
- Nie wiem, co postanowią panowie policjanci, jak usłyszą,
że braliście w tym udział. Co do mnie, to ja wam odpuszczam. Tylko to ma się
nie powtórzyć. Teraz zbierzcie tamtych dwóch i idźcie natychmiast do
pielęgniarki. Potem możecie wyjść i wyjaśnić sprawę z policją. Tylko wróćcie.
Wstaliśmy i bez słowa wyszliśmy.
Przed drzwiami wciąż stał ten cały James z Kendallem, ale
dołączył do nich jeszcze jeden niższy chłopak o ciemniejszej karnacji i
krótkich, czarnych włosach.
- I co, dyruś dał wam szlaban na bibliotekę za karę? -
Odezwał się Maslow.
- Przed kim się popisujesz? To trochę żałosne - odcięłam mu
się.
- Mamy iść do pielęgniarek - dodał Logan.
- Nic mi nie będzie - odpowiedział brunet.
- To polecenie wyszło ode mnie - nagle za nami w drzwiach
pojawił się pan Abandon. - Macie natychmiast zjawić się u pani Hillow, chyba, że sam mam was tam pod
prowadzić James? Złapać cię za rączkę? A jak będziesz grzeczny to dostaniesz
lizaka, tak?
- Już idę - mruknął w odpowiedzi.
Pielęgniarki były załamane naszym stanem, a my ich wiekiem.
Pozakładały nam plastry i jakieś bandaże, ponarzekały na
swoją pracę i puściły wolno.
- Musimy iść jak najszybciej na komisariat - powiedziałam do
Logana.
- No nie, kilka siniaków i już zamierzacie iść naskarżyć na
nich na policję? Macie 12 lat? - Wtrącił chłopak o wyglądzie Hiszpana.
- Mamy praktyki u nich, a przez was możemy je stracić, więc
musimy tam iść i wszystko wyjaśnić - odpowiedziałam z niechęcią.
Tamci tylko zmierzyli nas wzrokiem i nareszcie rozeszliśmy
się w swoje strony.
Gdy tylko weszliśmy do budynku policji poczuliśmy na sobie
bardzo chłodne spojrzenia naszych „kolegów”. Nie zastanawiając się długo nad
tym, co ich ugryzło podeszliśmy do głównego komendanta.
- Dzień dobry, chcielibyśmy wiedzieć czy – zaczął Logan.
- Czy zadzwonił do mnie wasz dyrektor i czy poinformował
mnie o tym, że braliście udział w bójce z Maslowem? Tak dzwonił. Czy ja wysunę
w związku z tym jakieś konsekwencje, co do was? Tak. I to od razu. Zawieszam
wam praktyki. Na 3 miesiące.
Wiedzieliśmy, ze będzie źle, ale nie, że aż tak.
Zszokowani tym, co usłyszeliśmy zaczęliśmy się rozglądać po
pomieszczeniu z nadzieją, że ktoś stanie w naszej obronie. Jednak nikt nawet
nie podniósł swojej głowy znad papierów. Kątem oka zauważyłam teczkę z
naklejką: „Zakończone”. Na teczce widniał napis: „Specter”. Gdy skojarzyłam, o
kogo chodzi od razu spytałam o tę sprawę komendanta.
- To już nie wasz interes.
- Jak ta sprawa się zakończyła?! Czy może po prostu się
poddaliście?
- Zabierzcie swoje rzeczy z szafek i wyjdźcie stąd.
Natychmiast. Bez żadnych pytań. Nie mam dla was czasu.
Po tym jak Pan Dreadnous wyszedł na papierosa, ja i Logan
podeszliśmy do naszych szafek i zaczęliśmy zabierać nasze rzeczy. Cały czas
przyglądałam się tej teczce i sprawdzałam, czy ktoś nam się przygląda. Gdy
wychodziliśmy szybkim ruchem zgarnęłam teczkę z dokumentami dotyczącymi
Spectera. Wydawało mi się, że nie mam niczego do stracenia i nie widziałam w
tym nic złego.
O tym, co zrobiłam powiedziałam Loganowi dopiero po lekcjach
w parku przed szkołą.
- Co zrobiłaś?! Nie wierzę! Miałem Cię za rozsądniejszą.
- Przecież i tak chcieliśmy wiedzieć cos więcej o tej
sprawie! A jeśli jej nie zakończyli? To świetny moment dla nas! Możemy ją
dokończyć, wrócimy na praktyki, może nas zatrudnią!
- Nie pomyślałaś o tym, że widocznie jest jakiś powód, dla
którego nie pozwalali nam się zbliżać do tego zlecenia? Nawet, jeśli oni się
poddali, to tez musieli mieć dobry powód. Jeśli oni nie dali rady, jak my mamy
dać radę?
- Wątpisz w nas?
- Tak? A poza tym, to nie mieszaj mnie w to.
- To załatwię to sama.
- Co? Teraz miałaś powiedzieć, że nie podejmiesz się tego
sama! Nie możesz!
- Czemu nie mogę? Sama o sobie decyduję. Skoro ty nie chcesz
mi w tym pomóc, to –
- Jenny! To nie tak i dobrze o tym wiesz. To głupie. Po co
ty w ogóle brałaś tę teczkę.
- Właśnie! Teczka, musimy zobaczyć co takiego zrobił ten
Specter.
Z torby wyjęłam jasnożółtą teczkę. Była ciężka. Po
otworzeniu jej naszym oczom ukazał się stos papierów. Na pierwszej kartce
widniały informacje dotyczące Spectera.
- Nie widzę tu nic istotnego... Co to za papiery tak
właściwie i czemu jest ich tak dużo?
- W co ty nas wpakowałaś Jenny... Czekaj, pokaż mi tę
kartkę.
- Masz, – powiedziałam podając mu ją – a tak poza tym, to
powiedziałeś „nas”! To znaczy, że podejmujesz się wyjaśnienia tego –
spauzowałam na chwilkę – bagna?
- Nie zostawię Cię, tak? Ktoś musi kontrolować Twoje głupie
zachowania. – Po tych słowach zamilkł wczytując się w dokument, a po chwili
spojrzał na mnie z lekkim przerażeniem.
- Co się stało?
- Ten koleś...
- No co z nim?
- Nic o nim nie wiedzą, oprócz tego, że na pewno pochodzi z
Seattle. Nikt go nigdy nie widział.
Znowu przerwał rozmowę, by coś doczytać.
- Jenny, nie pakujmy się w to.
- Czemu? Co takiego zrobił?
- To nie jest dobry pomysł. To wszystko źle się skończy.
- Ja z tego nie zrezygnuję.
- Jezu, Jenny ten koleś to seryjny morderca! To, dlatego
przed nami ukrywali tę sprawę. Ma na koncie 10 morderstw w przeciągu ostatniego
miesiąca. To nie jest sprawa dla nas tylko dla rządu, nie wiem, nie dla nas!
- Nie zrezygnuję z tego!
- Czemu? Nie rozumiesz, że on jest cholernie niebezpieczny?
Tu jest napisane, że policja po rozpoczęciu śledztwa dostawała dziwne telefony
z zastrzeżonego numeru. Groził im, a potem na miejscu kolejnego morderstwa
zastawił na nich pułapkę! Oni ledwo uszli z życiem.
- Ale przeżyli!
- O co Ci chodzi? Odpuść sobie tę sprawę, znajdźmy coś, co
będzie mniej zagrażać naszemu życiu.
- Nie odpuszczę. Dobrze wiesz, czego chcę. A złapanie tego
psychola może mi pomóc w osiągnięciu celu dużo szybciej!
- Możesz też stracić życie.
- Mogę też stracić życie przechodząc przez pasy lub pijąc
rano kawę, ale to nie znaczy, że mam tego nie robić.
- To szczyt szaleństwa podejmować tego, ale jeśli czegoś
naprawdę się chce, warto podjąć się nawet największego ryzyka. – Wtrącił nagle
głos kogoś z tyłu. Serca zabiły nam mocniej ze strachu, że to ktoś z policji.
Jednak po obejrzeniu się zobaczyliśmy Jamesa, a nie kogoś ważnego.
- Podsłuchiwałeś? – Odezwał się Logan.
- Jakie to ma znaczenie? Sami sobie nie poradzicie z tym
gościem – Logan westchnął i odwrócił się plecami do chłopaka. – Znam tę sprawę.
Pomogę wam. Może inaczej. Przydam się wam.
- Czego chcesz w zamian?
- Na razie będziecie moimi dłużnikami. Tyle, że potrzebujemy
kogoś więcej.
- Niech najlepiej zawoła tego swojego przyjaciela, przez
którego się w to wplątaliśmy – mruknął do mnie Henderson.
- To dobry pomysł. Kendall się zgodzi, a jak nie, to
sprawię, że się zgodzi. Spotkajmy się jutro o 17 u Kennediego. To taki bar,
jeśli nie wiecie.
-Wiemy. W takim razie widzimy się jutro.
Gdy odszedł od nas James odwróciłam się ku Loganowi.
- To się źle skończy dla nas wszystkich, wiesz? – Mówił
patrząc gdzieś w dal.
- Wiem, ale chcę tego.
Spojrzał na mnie, po czym oparł się o tył ławki przymykając
oczy.